10 wniosków o polskim stand-upie po książce Rafała Paczesia „Ostatni śnieg”

0

Równo 3 miesiące temu, bo 18 maja 2022 swoją premierę miała druga książka Rafała Paczesia. W „Ostatnim Śniegu” poznajemy historię Roberta „Pająka” Pajączkowskiego, który ma 21 lat i mieszka w Łodzi. Dość przypadkowo wchodzi na scenę i liczy, że stand-up pozwoli wyrwać mu się z biedy.

Brzmi znajomo? Choć Pacześ zaznacza, że nie jest to jego autobiografia, to przyznaje, że w Robercie jest sporo Rafała. Ponadto potwierdza, że fan komedii odnajdzie w książce sporo wydarzeń z polskiego stand-upu i rozpozna prawdziwe postacie ze środowiska, którym zmienił nieco imiona. Jako, że niewątpliwe zaliczamy się do koneserów stand-upu, to postaramy się odgadnąć kogo Gruby Wiór miał na myśli i co nam chce przekazać o tej branży.

Jest to oczywiście główny wątek książki, ale w Ostatnim Śniegu poznajemy też kulisy ciężkiej pracy w gastronomii i dostajemy kilka sprawnie opisanych wątków miłosnych. Podziwiamy relacje z babcią głównego bohatera oraz trzymamy kciuki, gdy próbuje się wydostać z szarej rzeczywistości. Swoje momenty znajdą tu też miłośnicy motoryzacji.

My jednak skupimy się jedynie na części branżowej, a profesjonalne recenzje zostawiamy krytykom. Zakładamy, że większość fanów Paczesia sięgnęła już przez ten czas po Ostatni Śnieg. Jeśli jeszcze nie zdążyłeś, a na dodatek niewiele wiesz o drodze Rafała od open-micera do najpopularniejszego komika w kraju, to ostrzegamy, że momentami możesz przeczytać tu rozstrzygnięcia pewnych wątków stand-upowych z pierwszych 2/3 książki.

1. Konkursy stand-upowe bywają powodem zazdrości

Robert „Pająk” Pajączkowski bez jakiegokolwiek doświadczenia scenicznego wyszedł na swój pierwszy open-mic w Warszawie, w którym do wygrania było piwo. Publiczność uznała, że wypadł lepiej nawet niż doświadczony kabareciarz Cezary Żurek. Artysta znany z programu stand-upowego na HBO co prawda mu pogratulował, ale dodał, że przekroczył czas występu i na normalnym festiwalu powinien zostać zdyskwalifikowany. Sytuacja powtórzyła się na drugim występie Pająka. Na festiwalu ŁÓSKA okazał się zwycięzcą i tym razem ok. 30-letni kabareciarz z głębokimi zakolami nie krył już zupełnie swojej złości.

– Jak tam? To znów twój pierwszy występ? – syknął złośliwie i uśmiechnął się wymownie. – Ostatnio był w Warszawie, pierdolił, że pierwszy raz, a jeździ nawet po najmniejszych festiwalach… – rzucił do kogoś w kolejce do wyjścia.

Prawda czy fikcja literacka?

Rafał Pacześ w wywiadach mówił, że pierwszy raz na scenę wyszedł w Łodzi, a nie w Warszawie. Faktycznie wygrał łódzki festiwal ŁÓSKA w Łodzi. Czy Cezary Żurek jest prawdziwą postacią? Faktem jest, że w programie HBO Na Stojaka kilkukrotnie ze swoimi monologami występował kabareciarz o tym nazwisku, czyli Roman Żurek z Neo-Nówki. Obecnie robi kolejne pytanie podejście do stand-upu i testuje solowy materiał.

Roman Żurek jako stand-uper
Rafał Pacześ na festiwalu ŁÓSKA

2. Z uczciwością u komików bywa różnie

Robert Pajączkowski poznał się z innymi początkującymi stand-uperami z miasta – Krystianem Orlickim i Marcelem Kraśnym, który przedstawiał się publiczności jako Czeczen. Chłopaki we 3 jako Stand-up Łódź zaczęli dogadywać się z lokalami i organizować w nich za darmo swoje występy.

Z biegiem czasu okazało się, że Pająk jest motorem napędowym formacji, Czeczen także radził sobie całkiem nieźle na scenie, ale Krystian niestety odstawał poziomem żartów. Mimo to, komicy przyciągali coraz więcej ludzi na występy, więc Pajączkowski zaproponował, żeby zaczęli na tym jakoś zarabiać. W odpowiedzi usłyszał od Orlickiego, że mu odjebało, gwiazdorzy, występuje dopiero rok, powinien mieć z tego fun i nikt nie da mu kasy za opowieści o robieniu zakupów w Biedronce.

Po kolejnym udanym występie Stand-up Łódź chłopaki mieli w planach pójść na wódkę, ale Krystian powiedział, że dołączy do nich później, bo musi zebrać sprzęt. Po wyjściu z lokalu Pająk zorientował się, że zapomniał zebrać czapki. Wrócił do baru, gdzie zastał rozmowę kolegi z właścicielem.

– Kurde, dużo dzisiaj wyszło – mówił Krystian.
Dopiero teraz Pająk zobaczył w jego ręku kilka banknotów.

– To może podzielisz się z kolegą? – Właściciel skinął głową na zbliżającego się Pająka. Krystian odwrócił się i pobladł jeszcze bardziej niż zwykle.

– O, wróciłeś? – Usiłował opanować głos.

– Zapomniałem czapki. A za co ty bierzesz kasę?

– No, bo tu się rozliczamy…

– Dziesięć procent od obrotu z baru, tak jak zawsze – wyjaśnił właściciel lokalu, po czym spojrzał wymownie na Krystiana i odszedł. Widocznie domyślał się, że Orlicki nie jest lojalny wobec kolegów.

– Miałem się z wami podzielić, jak…

– Dobra, pierdol się. – Robert poszedł po czapkę i wyszedł z baru.

Pająk o całej sytuacji opowiedział Czeczenowi, ale nie zrobiło to na nim większego wrażenia. To sprawiło, że przestał administrować stronę Łódzkiego Stand-upu na Facebooku i założył własny fanpage.

Prawda czy fikcja literacka?

W rzeczywistości Rafał Pacześ tworzył formację Stand-up Łódź z Kamilem Ozimińskim i Patrykiem Czebańczukiem, który w swoim materiale żartował, że jest z Libanu i wygląda jak Arab. Pacześ faktycznie odszedł z grupy, a powody wyjaśniał publicznie ze względu na nieustanne pytania.

Dla dobra fanów sztuki Stand-Up, nie będę rozpisywał się dlaczego nasze drogi się rozeszły, z grubsza podzieliły nas poglądy w kwestii promocji, organizacji imprez, szeroko rozumiane kwestie finansowe, zdarzało się również bojkotowanie mojej „marki” w środowisku – pisał w lipcu 2015 na swoim fanpage’u.

Założyciele Stand-up Łódź – Rafał Pacześ, Patryk Czebańczuk i Kamil Ozimiński

3. Agencje stand-upowe potrafią okłamywać swoich artystów

Pacześ opisuje, że gdy kariera Pajączkowskiego nabrała rozpędu, to zaprosiła go do siebie Agencja Artystyczna Artefakt, którą prowadziła Maria Wojnar wraz z mężem. Zaproponowała Pająkowi menadżerowanie za 20% zysków z jego występów, na co przystał. Potem na jednej z imprez mąż Marii pochwalił się stand-uperowi, że prowadzi rozmowy z Netflixem. Za 40-minutowy odcinek Artefakt miał zarobić 20 tysięcy złotych, ale w odcinku było dwóch komików, więc wychodziło po 10 tysięcy dla występujących.

Jakiś czas później Maria Wojnar rozstała się z mężem i chcąc wzbudzić na nowo zaufanie Pająka, wyjawiła, że jej były partner okłamywał stand-upera. Główny bohater dowiedział się, że mężczyzna sprzedawał więcej biletów niż oficjalnie i nie dzielił się nimi zyskiem. Od Netflixa dostał natomiast 600 tysięcy złotych za 6 odcinków.

Prawda czy fikcja literacka?

Rafał Pacześ współpracował z Małgorzatą Wakuluk z Agencji Artystycznej Antrakt, po czym postanowił otworzyć własną agencję. W tamtych latach na Netflixie pojawiło się 6 odcinków, a w każdym występ dwójki polskich komików.

Rafał Pacześ na Netflixie w odcinku z Katarzyną Piasecką

4. Są też uczciwi organizatorzy

Nie jest oczywiście tak, że w Ostatnim Śniegu poznajemy samych nieuczciwych ludzi. Jedną z takich postaci okazał się Kornel z Tomaszowa, który zaproponował Pająkowi występ na jednej imprezie z Carlosem i Lotkiem z Warszawy, Olką z Krakowa, Czeczenem ze Stand-up Łódź i… Cezarym Pazurą. Stand-uper od razu zajarał się tą propozycją, pomimo, że w tym gronie znalazł się jego były kolega. Czeczen dotarł na miejsce prosto z melanżu, ale wydarzenie i tak okazało się udane. Stand-uperzy mieli okazję zamienić kilka słów w garderobie z doświadczonym aktorem.

Był tylko jeden szkopuł. Organizator spodziewał się sold-outu, a zapłata dla młodych artystów miały być dla nich podzielona po odjęciu określonej gaży Cezarego Pazury. Mimo tego, Kornel uznał to za swoje ryzyko i zaproponował, że wyłoży brakujące pieniądze z własnej kieszeni. Komicy byli zadowoleni z występu i z zarobku po 400 zł na głowę.

Prawda czy fikcja literacka?

Rafał Pacześ wraz z innymi komikami faktycznie wystąpił w sierpniu 2014 z Cezarym Pazurą, czym chwalił się na Facebooku. Gala Szyderców była organizowana przez Bartłomieja Korbela ze Stand-up No Limits. Z pozoru wszystko się zgadza, ale… wśród występujących nie było nikogo ze Stand-up Łódź. Wygląda na to, że w tym przypadku autor Ostatniego Śniegu posłużył się fikcją, aby móc rozwijać wątek Marcela Kraśnego, czyli Czeczena.

5. Początkujący stand-uperzy przed występem zapijają stres alkoholem

To raczej nic odkrywczego, ale warto o tym wspomnieć, bo i sam autor poświęcił tematowi sporo wzmianek. Pierwszy występ Pająka w Warszawie to szybkie trzy piwa i dwa shoty. Drugi w Łodzi to kilka piw przemieszane ze wściekłymi psami. Kolejny to cztery kubki ciepłej wódki w 20 minut. Nie był w tym odosobniony, bełkotało na scenie wielu komików. Potem Pajączkowski odkrył złoty środek i już wiedział, ile może wypić, żeby się wyluzować i nabrać odwagi, ale też nie zaburzyć dykcji i logicznego myślenia.

6. Bardzo istotna jest kolejność występowania komików

Wątek wspólnych występów stand-uperów nierozerwalnie związany jest kolejnością wychodzenia na scenę. Na ten temat odbywają się liczne dyskusje. Komicy widzą wady i korzyści każdej pozycji, gotów są je negocjować między sobą, a wychodząc jako pierwszy można zaliczyć też drugi występ na innej imprezie. Najważniejsze jest jednak, jak zorientowało się środowisko, aby nie wychodzić na scenę po kimś tak energicznym takim jak Lolek czy Pająk. Przekonał się o tym jeden z chłopaków, który musiał zmienić Pajączkowskiego.

– Nie mam po co teraz wychodzić, ale chuj, idę – użalał się.

Występ Pająka był rzeczywiście mocny, ludzie reagowali dokładnie wtedy, kiedy to zaplanował. Miał wrażenie, że wszystko poszło zgodnie z planem. Zastanawiał się, jak wypadnie na tle pozostałych. Na przykład drugi uczestnik stał cały czas w miejscu i opowiadał o przyjaźni Batmana, Spider-Mana i Supermana i już choćby tym kontrastował z Pająkiem, który odgrywając pijanego wujka na weselu, korzystał z całej sceny.

– Nie do, dajcie spokój, bez szans! – krzyknął chłopak, wracając po siedmiu minutach. Pokazał na Roberta. – Grać po tobie, stary, to jakaś masakra. Przecież ci ludzie spali, kiedy mówiłem.

Niedawno w wywiadzie Kacper Ruciński przyznał, że miał podobny problem na trasie BANG, gdy występował pomiędzy Lotkiem, a Paczesiem, przez co otarł się o psychiatrę.

7. Środowisko ceni bardziej oryginalne przekminki niż megaśmieszność

Autor opisuje, że dużym wydarzeniem w karierze Pająka był festiwal agencji Artefakt do finału, którego wybrano 10 najbardziej utalentowanych stand-uperów w Polsce. Zwycięzca miał wyruszyć w nagrodę z doświadczonymi komikami na granie w największych halach w kraju. Tego wieczoru Pajączkowski znów spotkał dawnego kolegę ze Stand-up Łodzi, czyli Marcela „Czeczena” Kraśnego.

Pająk udawał na scenie swojego wujka-alkusa, był przy tym niesamowicie ekspresyjny, a publiczność co chwila wybuchała śmiechem. Koledzy za kulisami mówili mu, że zwycięstwo ma w kieszeni. Burzę braw zebrał też Czeczen, który zakończył monolog o Adamie i Ewie inteligentną puentą, że biblia nie powinna być grubą księga, a ulotką z napisem „Po prostu spróbuj nie być chujem”. Reszta komików wydawała się być poza stawką.

Zwycięstwo w konkursie zależało od jury w skład, którego weszła Maria Wojnar z Artefaktu oraz Krzysztof i Albert z Wybrzeża. Pierwszy z nich jako jeden z pierwszych w Polsce robił stand-up na festiwalach kabaretowych i miał swój program w TV. Drugi był kiedyś liderem kabaretu. Teraz jeżdżą we trójkę z dziewczyną z Zielonej Góry. Werdykt okazał się bolesny dla Pajączkowskiego – zajął miejsce poza podium, a wygrał Czeczen. W kuluarach Pająk dopytywał Alberta, czemu tak się stało.

– To, co pokazałeś było śmieszne, bardzo śmieszne, tylko my chcieliśmy wyróżnić tych, którzy robią komedię z czegoś nieoczywistego, rozumiesz?
Pająk przytaknął, chociaż w ogóle nie czaił.

– Czegoś, co jest jakąś przekminą. Wiesz, pomysł na dialog między superbohaterami to jest coś innego niż wycieczka do marketu. Albo Marcel z tym monologiem o Edenie… no i puenta, która była klamrą całego jego występu. A ty miałeś historię pijanego wujka na weselu. Megaśmieszna, ludzie to znają, więc mocno reagowali, ale nie było tam jakichś oryginalnych pomysłów, czaisz, o co mi chodzi?

– No teraz więcej rozumiem. Rozumiem, że ocenialiście jakimś kluczem, a ja zawsze chcę, żeby po prostu było jak najśmieszniej.

– No dokładnie, a jak jeszcze byś połączył te dwie rzeczy, czyli megaśmiesznie plus jakaś rozkmina, no to stary…

Prawda czy fikcja literacka?

Rafał Pacześ w 2014 roku wziął udział w pierwszym Antrakt Stand-up Festiwal, a w jury zasiadł Abelard wraz z… Antonim Syrkiem-Dąbrowskim oraz raperem Biszem. Pacześ faktycznie znalazł się poza pierwszą trójką, ale tego wieczoru nie wygrał nikt ze Stand-up Łódź – zwycięzcą został wybrany Lotek. Poza Paczesiem w finałowej 10-tce reprezentantem Łodzi był Patryk Czebańczuk, który również nie został wyróżniony w konkursie.

Lotek odbiera nagrodę od Abelarda za I miejsce na Antrakt Stand-up Festiwal 2014

8. Zdarza się, że komicy kradną żarty

Carlos przytaczał Pająkowi historie o kradzieży żartów od zagranicznych komików przez polskich open-micerów już przy okazji jego pierwszego występu. Pajączkowski pewnie nie spodziewał się, że podobne kontrowersje wywoła zwycięzca festiwalu Artefakt, czyli Czeczen.

– Kurwa mać, jebany oszust! – Jacek nagle się wściekł.

– Jak oszust? – Pająk zmarszczył czoło. – Kto?

– No zwycięzca, pożal się Boże, przecież ta przekmina z Biblią nie jest jego.

– Jak to?

– To, że Biblia powinna być ulotką z napisem „postaraj się nie być chujem” to żart Jima Jefferiesa!

– A, no rzeczywiście, tak mi się zdawało, że gdzieś już to słyszałem – powiedział ze spokojem Carlos, kończąc porcjować narkotyk w trzy równe kreski.

– To nie jego żart? – Pająk z wrażenia nie widział, że żar z papierosa wypala dziurę w firance. Ale jego koledzy też tego nie zauważyli, wlepiali tylko wzrok w stół.

– No może jego, może wymyślił ten sam żart co Jefferies dwa lata temu. – Jacek zaśmiał się szyderczo. – Ale więcej dzisiaj tego było, coś Robina słyszałem i C.K. też jakiś one-liner.

– Taa. – Carlos sprawiał wrażenie, jakby totalnie go to nie obchodziło.

– No to on nie powinien wygrać! – Robert wytrzeszczył oczy. – Myślicie, że jury o tym wie?

– Myślę, że nie, ten stand-up nie ma dużo wyświetleń na YouTubie, w ogóle nie jest przetłumaczony na polski.

Prawda czy fikcja literacka?

Ciężko stwierdzić. Warto jednak zauważyć, że swego czasu na ocenę oryginalności jednego z występujących na festiwalu zdobył się Jacek Stramik za pośrednictwem swojego bloga.

Ponoć w zeszłym roku, po finale Antrakt Stand-up Festiwalu, lekko wstawiony Patryk Czebańczuk podchodził do niektórych uczestników i mówił coś w rodzaju: „Może nie wygrałem oficjalnie, ale jednak wygrałem, bo tylko ja mam treści”. Patryk uważa się za komika, który ma coś istotnego i oryginalnego do przekazania światu, artystę pragnącego dawać do myślenia, nie tylko budzić śmiech. (…) Łodzianin, niczym Jim Jefferies, zauważa, że gdy mężczyźni przeżywają orgazm, wyglądają jak osoby upośledzone. Są to zdecydowanie treści. Patryk ma treści. Czy Patryk ma coś istotnego i oryginalnego do przekazania światu? Proszę znaleźć odpowiedź w powyższym streszczeniu – czytamy we wpisie Kraków pełen treści.

9. Komicy po występach lubią się pobawić

To oczywiście nic zaskakującego, szczególnie, gdy tyle czasu spędza ze sobą grupa nietuzinkowych postaci, zarabiająca pierwsze duże pieniądze i potrzebująca odreagować po występie. Rafał Pacześ sugeruje to już na okładce Ostatniego Śniegu, gdzie z woreczka wysypuje się biały proszek. W środku książki znajdziemy więc sporo barwnych opowieści po zejściu ze sceny, oscylujących wokół podrywania fanek, przygodnego seksu, telefonów do dilerów, morza alkoholu i urwanych filmów.

Autor opisuje m.in. imprezę w Krakowie po grupowej trasie stand-upowej, wymyślonej po festiwalu Artefaktu. W kilkunastometrowym pokoju hotelowym przebywało 25 osób, a na balkon została wystawiona kanapa. Obsługa hotelu przysłała do agencji nagranie z monitoringu, na którym stand-uperzy wciągali w windzie kokainę. Zdenerwowani byli także tym, że wszystkie szklanki zostały przerobione na popielniczki.

Rafal-Paczes-w-Stand-up-Time
Stand-up Time, czyli Lotek, Wiolka Walaszczyk, Jacek Stramik, Michał Leja, Karol Modzelewski, Rafał Banaś i Olka Szczęśniak.

10. Firmówki to największe przekleństwo

Jeden z rozdziałów poświęcony jest w całości występom na eventach firmowych. Dla fana stand-upu nie będzie to żadnym zaskoczeniem, że firmówki bywają ciężkim przeżyciem dla komików. Często podkreślają to nie tylko w wywiadach, ale także ze sceny. Sam Pacześ w programie Zaczynam Rozumieć opowiadał, że zdarzało mu się czuć jak prywatny prezent dla prezesa.

W książce „Pająk” przytacza historię z eventu firmowego, na której zastał klasyczną imprezę klubową na 300 osób z muzyką i barmanami. Miał wystąpić na scence dla striptizerki obok didżejki. Zadzwonił w tej sprawie do menadżerki, ale nie otrzymał od niej wsparcia, a organizator zapowiedział, że jeżeli nie wystąpi to spotkają się w sądzie. Ostatecznie wyszedł do pijanej publiczności, ale prawie nikt nie był zainteresowany jego występem. Po 15 minutach zrezygnował, co nie spodobało się menadżerowi lokalu, który kazał wywalić go ochroniarzom tylnymi drzwiami.

Tą samą historię Rafał Pacześ opowiadał kilkukrotnie podczas wywiadów, m.in. w rozmowie z Kubą Wojewódzkim i Piotrem Kędzierskim na antenie Radio Newonce.


Polecamy książkę Rafała Paczesia niezależnie czy jesteś fanem łódzkiego komika. Naszym zdaniem to kawał dobrze opisanych historii z polskiego stand-upu od kulis. Jeśli podobały Ci się Grube Wióry, to Ostatni Śnieg tym bardziej powinien przypaść Ci do gustu.

Rafał Pacześ - Ostatni Śnieg 100
Jak oceniasz ten artykuł?
0
7
0
0

Skomentuj