Jacek Stramik: Komik może też wkurwiać, drażnić i prowokować

1

Jacek Stramik to jeden z komików, którego można zobaczyć w najnowszym sezonie Comedy Club w telewizji Comedy Central. Przy okazji występu udzielił wywiadu portalu Movies Room.


Jak osiągnąć sukces na stand-upowej scenie? Jakie predyspozycje są niezbędne?

Są różne drogi. Jedna, łatwiejsza, zakłada mówienie tego, co ludzie chcą i pragną usłyszeć, inna – trudniejsza, dłuższa, często niezrozumiana – pójście pod prąd, na przekór oczekiwaniom widowni, a może nawet na przekór własnym oczekiwaniom… Osobiście polecam melanż tych dwóch dróg. Tak, melanż, ale w dawnym znaczeniu tego słowa, czyli pomieszanie.

A predyspozycje? Tutaj też można zauważyć swoistą dychotomię. Według jednego podejścia nie potrzeba żadnych, wszystko można wyćwiczyć: dykcję, zmysł obserwacji, konstrukcje żartowe. Drugie podejście zasadza się na kulcie wrodzonego talentu, umiejętności, które nie są w drodze treningu nabywane, tylko dane wraz z przyjściem na ten świat. W tym przypadku także: melanż.

Humor i żart pomaga czasem przekazać trudne treści w skuteczny sposób. Czy stand-up poza śmiechem może lub powinien wzbudzać refleksje?

Nie powinien, nie istnieje taki obowiązek, ale jak najbardziej może. Widzę czasem komentarze w internecie, że komik nie jest od politykowania, tylko od rozbawiania. No dobrze, mechanik jest od naprawiania auta, ale chyba można z nim pogaworzyć o polityce? Znowu tylko głośno myślę, teoretyzuję, bo nigdy nie zrobiłem prawa jazdy, więc nie muszę rozmawiać z mechanikiem.

Komik może nie tylko rozbawiać, ale też… za przeproszeniem, wkurwiać. Drażnić i prowokować. Z prowokacji czy profanacji rodzi się refleksja. Taki stand-up bardzo lubię, ale bez przesady. Lubię też stand-up, który po polsku określilibyśmy mianem „głupkowatego”, może ktoś znajdzie lepsze określenie, w USA mówi się na to „silly” i/lub „goofy”. A najbardziej lubię, wiadomo, melanż.

Mówi się, że w stand-upie można więcej. Ile więcej? Czy uważasz, że są jakieś niepisane zasady albo granice?

Znowu przywołam rok 2003, bowiem wtedy legendarna, nieżyjąca już, komiczka Joan Rivers skomentowała ubiór, przywdziany na oscarową noc przez modelkę niemieckiego pochodzenia Heidi Klum, w sposób następujący: „Ostatni raz Niemcy byli tak gorący, kiedy wpychali Żydów do pieców”.

Odezwały się głosy oburzenia, również ze strony osób, które doświadczyły – mówiąc delikatnie – „dramatu” Zagłady. Rivers, z pochodzenia Źydówka, pytana o swoją reakcję na te głosy, odparła, że nie ma zamiaru przepraszać, natomiast wszyscy oburzeni powinni krytykować postawy antysemickie, a nie osobę, której mąż stracił całą rodzinę w obozie koncentracyjnym.

„To jest żart. To po pierwsze. Po drugie: jest o Holocauście. W ten sposób przypominam o Holocauście. Poprzez humor” – powiedziała wtedy Rivers.

Granica przebiega tam, gdzie jest Holocaust. Nie tam, gdzie są żarty, które przypominają o Holocauście.

Jak wspominasz pracę przy Comedy Club? Co dają takie programy – czy to dobry pomysł, by promować stand-up w Polsce?

Tegoroczne nagrania były specyficzne z racji ograniczonej widowni. Ograniczonej liczebnie. Na szczęście, na to wyglądało, nie była to widownia ograniczona w inny sposób. Pomysł tak, jest dobry, zaczerpnięty z USA, gdzie Comedy Central to komediowy magnat. Przy czym należy pamiętać, że stand-up w telewizji ma promować dziedzinę, jednak nigdy nie będzie samą dziedziną, tym stand-upem klubowym, nierejestrowanym, w materii którego dzieje się o wiele więcej. Telewizyjna odmiana stand-upu daje jakąś, dopasowaną do medium, może nie namiastkę, bo coś więcej, powiem: reprezentację.

Najwięksi stand-upowi buntownicy, Bill Hicks czy Sam Kinison, mówili o tym, że podejmują współpracę z telewizją, dostosowując się do tego medium, szanując je, konsultując teksty z producentami, grając w grę, której zasady zostały im narzucone. Szli na kompromisy, chcąc promować stand-up, nie narzekali za bardzo, że pani czy pan z telewizji nie pozwala im powiedzieć o Holocauście i/lub innych niechlubnych kartach historii świata. Zabawnie, acz z pewną dozą goryczy opowiadał o tym Hicks, mówiąc, że chcą z nim współpracować, lubią jego często kontrowersyjny punkt widzenia, ale na wizji zakazują go przedstawiać. „To tak jakby ubrali mnie w sukienkę i szpilki i powiedzieli: idź na scenę, bądź sobą”. Comedy Club to całkiem wygodna sukienka i niezbyt uciskające szpilki.

Całą rozmowę Szymona Góraja z Jackiem Stramikiem znajdziecie na stronie MoviesRoom.pl.

Jak oceniasz ten artykuł?
0
3
0
1

Komentarze1 komentarz

  1. Nie radzą sobie ze stand upem zwłaszcza teraz to nadają takie roszczenia w stylu:”Komik może wkurwiać,drażnić i prowokować”,”Humor ma skłaniać do refleksji” itd itp;kończy się stand up,zaczyna się karierowiczowanie .Zagranicą zresztą też tak jest i bywało podobnie.

Skomentuj

Right Menu Icon